wtorek, 26 sierpnia 2008

Sejm od qchni - TEXT

Sam pomysl podsunal mi Jarek Jaworski: „Masz blisko, na zime jest gdzie sie schronic, a sejm od drugiej strony nie był jeszcze robiony”. Ambiwalentne odczucia mialem, bo zawsze przed newsami, szczegolnie- sejmowymi, w redakcjach sie dzielnie bronilem. Wyzwanie jednak ciekawe bylo, bo choc z sejmu duzo zdjec codziennie widzimy, to jednak bardzo malo takich „zakulisowych”. Wzmocniony moralnie rozmowa z Ela z EK Pictures, a fizycznie wzmocniony jej pomoca w uzyskaniu przepustki do parlamentu, ruszylem na realizacje zdjec, ktore trwaly ok. 3 miesiecy z przerwami (cd w komentarzach)

2 komentarze:

piotr koszczynski pisze...

Sam pomysl podsunal mi Jarek Jaworski: „Masz blisko, na zime jest gdzie sie schronic, a sejm od drugiej strony nie był jeszcze robiony”. Ambiwalentne odczucia mialem, bo zawsze przed newsami, szczegolnie- sejmowymi, w redakcjach sie dzielnie bronilem. Wyzwanie jednak ciekawe bylo, bo choc z sejmu duzo zdjec codziennie widzimy, to jednak bardzo malo takich „zakulisowych”. Wzmocniony moralnie rozmowa z Ela z EK Pictures, a fizycznie wzmocniony jej pomoca w uzyskaniu przepustki do parlamentu, ruszylem na realizacje zdjec, ktore trwaly ok. 3 miesiecy z przerwami.

Juz na poczatku zderzylem sie z wieloma problemami technicznymi dotyczacymi tego co wolno a czego nie wolno, zachodzac w glowe dlaczego tego nigdzie nie spisano. Okazuje sie ze bardzo szybko mozemy sie narazic nawet na utrate przepustki, tudziez na nieprzyjemnosci ze strony kolegow fotografow - wczesniej nie zglebiwszy niepisanych zasad. To byl powazny czynnik ktory przez dlugi czas, a moze nawet do ostatnich chwil, wplywal na moja prace destrukcyjnie. Bywaly tez sytuacje absurdalne i smieszne, tak jak wtedy gdy po powrocie z Domu Poselskiego dowiedzialem sie od kolegi ze wchodzic tam dziennikarzom nie wolno. Widocznie wpuszczono mnie, bo nie mialem w reku poteznego aparatu, tylko maly dalmierz i straz zapewne pomylila mnie z nowymi poslami. Ja kompletnie nieswiadom zakazu szedlem bez stresu na twarzy. Inna sprawa, ze wycieczka zadnej foty nie przyniosla.
Takich przygod mialem pare i raczej mnie stresowaly uswiadamiajac ze jade po bandzie. Podobnie jak wtedy gdy bylem blisko marszalka Dorna w nieodpowiednim miejscu. Jednak instynkt mnie ostrzegl i zrezygnowalem ze zdjecia. Juz chwile potem dowiedzialem sie, ze on nie lubi fotografow i dodatkowo okazalo sie ze stalem w miejscu w ktorym fotografom byc nie wolno. Nawet sobie sprawy nie zdawalem jak blisko jestem katastrofy. Znow mnie chyba uratowal maly aparat i brak toreb i plecakow fotograficznych. Teraz rozumiem dlaczego pan Marszalek sie na mnie tak dziwnie patrzyl, pewno mnie nie mogl zidentyfikowac i zadecydowac o moim losie a mnie opatrznosc ustrzegla zeby jednak nie uwieczniac jego dziwnych min. I tak oto znow konsekwencje zakazow, ktorych nie znalem, mnie nie dosiegly.
Dodatkowo od poczatku patrzono na mnie bardzo podejzliwie. Bo co to za dziwny fotograf, ktory zamiast leciec za wychodzacym politykiem, lezie w druga strone obojetnie mijajac szalejacy tlum dziennikarzy. Patrzyla na mnie wiec podejzliwie i brac dziennikarska i straz marszalkowska i dodawszy stres wynikajacy z braku znajomosci niepisanych zasad, mozna powiedziec, ze nie czulem sie ani przez moment w tej sytuacji komfortowo.

Zupelnie osobna czesc stanowili politycy i swiat ktory tam tworzyli. Pierwszy raz widzialem ich z bliska. Zblizajac sie do nich w kuluarach, saloniku dziennikarskim czy restauracji zaczalem zdobywac ich zaufanie. Fotografowalem ich w sytuacjach niepozowanych i nieoficjalnych - co bylo dla nich raczej czyms nowym, a juz napewno niecodziennym. Przyjeto mnie bardzo cieplo. Wiele osob poznalem osobiscie, prowadzilismy dlugie rozmowy, na szczescie nie o polityce na ktorej sie nie znam. Bylem bardzo mile zaskoczony. Czesto osoby, ktore znalem ze szklanego ekranu, a ktore wydawaly mi sie bardzo kontrowersyjne, albo ktorych wrecz nie lubilem, okazywaly sie w prywatnej rozmowie przesympatycznymi ludzmi.
Szczerze mowiac to raczej dziennikarze ze swoim komercyjnym nastawieniem zrobili na mnie duzo gorsze wrazenie. Byly jednak momenty ze im wspolczulem. Na przyklad wtedy gdy pojawial sie w sejmie prezes PISu i straz marszalkowska chroniac go brutalnie przewracala kamery wraz z dziennikarzami - zaczynal sie horror. Ciekawe tylko ze do marszalka Komorowskiego, czy nawet do premiera Donalda Tuska dostep byl bezproblemowy i wszelkie spotkania przebiegaly w milej i przyjemnej atmosferze.
Ha… nawet dzielili sie ze mna oplatkiem!
Wszystko to bylo bardzo ciekawe, ale na tyle stresujace, ze szczesliwy juz bylem kiedy wybila mi setna godzina aktywnego fotografowania i moglem sie z parlamentu wycofac.
Ogolnie mowiac przezycie ciekawe. Sam parlament mnie mocno zdolowal, ale wynioslem tez mile przezycia zwiazane z poznanymi tam osobami, ktore w wiekszosci okazaly sie przesympatyczne.
Material mam juz gotowy i czeka na swa kolejke do publikacji. Ale…. jak to w dzisiejszym swiecie szeroko pojetego fotoreportazu prasowego…. kolejka dluga i baaardzo kreta z coraz bardziej metnymi widokami na przyszlosc ;)
Tak czy inaczej bylo ciekawie. „Plynie sie poto zeby plynac” jak powiedzial bohater „Noza w wodzie” Polanskiego.
Chialem jeszcze przy okazji podziekowac bardzo Krzyskowi Bialoskorskiemu, fotografowi Kroniki Sejmowej, za wskazowki, wiedze i ogolnie okazana mi olbrzymia pomoc.

Paweł Piotrowski pisze...

I dobrze, że wziąłeś się za ten "temat", część zdjęć widziałem, "sejm od kuchni" zdecydowanie lepiej się ogląda niż transmisję telewizyjną z obrad, ale mniejsza z polityką, szkoda na to czasu ;) czekam na następne w tej galerii (być może nie publikowane jeszcze ;)