czwartek, 23 października 2008

Anonimowi Alkoholicy "Nie piję, więc naprawdę jestem"

To najbardziej demokratyczna choroba na świecie – mawiają nie tylko alkoholicy: ludzie każdej płci i profesji, z każdego środowiska, z wykształceniem wyższym i żadnym. Dotyka ona naukowców i budowlańców, inteligentów i lumpów. (cd ponizej)













































































































































































































































































"Nie piję,więc naprawdę jestem"

To najbardziej demokratyczna choroba na świecie – mawiają nie tylko alkoholicy: ludzie każdej płci i profesji, z każdego środowiska, z wykształceniem wyższym i żadnym. Dotyka ona naukowców i budowlańców, inteligentów i lumpów. Stolarz, inżynier, nauczycielka, terapeuta, dziennikarka, dyrektor, pracownik naukowy, malarz pokojowy, pracownica biurowa i dwadzieścia innych osób o zawodach mi nie znanych siedzą obok siebie. Tak naprawdę tu nie jest istotne kto gdzie pracuje, jaki ma zawód czy wykształcenie, ile ma lat, jakie ma poglądy, skąd pochodzi. Na mityng Anonimowych Alkoholików przychodzi kto chce, siada gdzie chce, może coś mówić lub milczeć i słuchać. Jedynym warunkiem uczestnictwa w AA jest chęć zaprzestania picia.

Każdy obecny zobowiązany jest do zachowania anonimowości osób i zasłyszanych na mityngu spraw i zdarzeń. Jest to fundamentalna zasada AA. /1

„Przychodzę tu, by się wyciszyć, spotkać takich samych ludzi jak ja, potwierdzić sobie, że można nie pić i żyć normalnie. To bardzo trudne, ale gdy posłucham innych, ich codziennych zmagań ze sobą i otoczeniem – takich samych lub niezwykle podobnych do moich – jest mi lżej i podnosi mnie na duchu” – tak podsumowała swoje potrzeby przychodzenia na spotkania AA nauczycielka.

Anonimowi Alkoholicy są wspólnotą mężczyzn i kobiet, którzy dzielą się nawzajem doświadczeniem, siłą i nadzieją, aby rozwiązać swój wspólny problem i pomagać innym w wyzdrowieniu z alkoholizmu. /2

Inny uczestnik mityngu - taksówkarz, który przestał pić alkohol kilkanaście lat temu tylko dzięki spotkaniom AA - zajeżdża tu systematycznie, by w spokoju przemyśleć swoje życie, posłuchać innych, i dalej – za kółko. Na jego samochodzie widnieje naklejka ,,Przyjaciel Billa W", współzałożyciela Wspólnoty AA, która powstała w 1935 roku w Stanach Zjednoczonych. Nie przeszkadza mu to w znajdowaniu klientów. Jest trzeźwy i chce by tak zostało. Śmiało mówi, że zawdzięcza to jedynie AA. Czasami nosi w klapie koszuli małego, srebrnego wielbłąda z napisem „24”. Wielbłąd to symbol trzeźwości, a 24 - bo na godzinach tego dnia, dzisiejszego, ma się skoncentrować. „Aowski wielbłąd” często występuje przy różnych okazjach.

Nie ma w AA żadnych składek ani opłat, jesteśmy samowystarczalni poprzez własne dobrowolne datki./2

Na mityngu pije się kawę – najczęściej „plujkę”, oraz herbatę. Niemal obowiązkowe są paluszki. Spotkania odbywają się w różnych salach – często przy kościołach, ale i w ośrodkach kultury. Grupy AA, które wynajmują sale, opłacają je z własnych dobrowolnych datków - Wspólnota AA jest samowystarczalna i nie przyjmuje dotacji z zewnątrz. Stąd następny stały element spotkań – kapelusz, do którego wrzucane są najczęściej drobne monety; papierowe pieniądze trafiają tu niezwykle rzadko.

Wspólnota AA nie jest związana z żadną sektą, wyznaniem, działalnością polityczną, organizacją lub instytucją, nie angażuje się w żadne publiczne polemiki, nie popiera ani nie zwalcza żadnych poglądów. /2

Często zwykli ludzie, gdy widzą facetów witających się „na misia”, a potem grupę dorosłych ludzi, skupionych wokół zapalonej świeczki, trzymających się za ręce i zgodnym chórem recytujących tekst: Boże, użycz mi pogody chucha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić; odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego są przekonani, że trafili na spotkanie jakiejś sekty. Nic bardziej mylnego. W AA podpowiada się tylko nowicjuszowi, aby uwierzył w Siłę, która jest Większa od niego samego. Każde pojęcie Siły Większej jest do przyjęcia, bo każdy ma prawo do Swojej Wyższej Od Siebie Siły. Może nią być grupa AA, cud rośnięcia, drzewo, inny człowiek, siła wprowadzająca świat w ruch, czy zwykła matematyczna nieskończoność. Nowicjusz ma polegać na tej Sile (gdyż - jak nauczyło go doświadczenie - na swojej własnej polegać nie może) i na swój sposób „modlić się” do Niej, prosić o pomoc, bo po prostu jest Wyższa Od Niego.
Dla wielu alkoholików Siłą Wyższą jest Bóg, wielu zyskuje wiarę w Boga w miarę stosowania duchowego programu AA. Ale - co ważne - w tu nie ma obowiązku wiary w cokolwiek poza tym, że można nie pić. A czy pomaga w tym człowiek, Bóg czy inna Siła – nie jest istotne. Choć prawdą jest, że alkoholicy z dłuższym stażem trzeźwości często zyskują wiarę w Boga, na pewno – w siebie i świat, który ich otacza.
„Przeszedłem terapię w słynnym Białym Domku Worona – opowiada inżynier, współwłaściciel firmy informatycznej. (Tak nazywają tego najbardziej oddanego Wspólnocie AA dr Bohdana Woronowicza ordynatora Ośrodka Terapii Uzależnień przy ul. Sobieskiego w Warszawie.) – Zacząłem się leczyć, bo ... nie mogłem już pić – alkohol zniszczył mi zdrowie, życie prywatne i zawodowe. Wzywane na odtruwanie lekarki odmawiały kroplówek, bo nie było już żyły, w którą można by się wbić. Dziś odbudowałem firmę, podreperowałem zdrowie, ale żona i dzieci nie chcą mnie znać. Teraz im się nie dziwię, rzeczywiście byłem straszny. Pomału zaczynam poznawać zwykłe życie, chodzę pod gimnazjum, by patrzeć na syna. Też na mnie zerka. Może na wiosnę pójdzie ze mną na lody? O tym marzę najbardziej. Starszemu wysłałem sms-a po zdanej maturze, ale nie odpowiedział. Liczę godziny – 24 niepicia. Uzbierałem już prawie trzy lata. Zawdzięczam to przede wszystkim regularnemu uczestnictwu w spotkaniach AA. Odzyskałem wiarę w siebie, świat i ufam, że inni też mnie nie odrzucą.”

Naszym podstawowym celem jest trwać w trzeźwości i pomagać innym alkoholikom w jej osiągnięciu. /2

Na mityngach czyta się 12 Kroków i 12 Tradycji, według których żyją, a przynajmniej starają się, bądź tylko chcą żyć alkoholicy. Jedynym warunkiem uczestnictwa w AA jest pragnienie zaprzestania picia - głosi 3 Tradycja Anonimowych Alkoholików. I nic więcej nie trzeba, by wstąpić do tej jedynej Wspólnoty, gdzie wszyscy są równi, byle by przestrzegali zasad:

Na mityngu dzielimy się siłą, doświadczeniem i nadzieją. Chęć zabrania głosu sygnalizujemy podniesieniem ręki. Mówimy tylko o własnych doświadczeniach i przeżyciach. Nie teoretyzujemy, nie krytykujemy innych, ani nie oceniamy. Nie polemizujemy, nie udzielamy rad. Wypowiedź może tylko ujawniać własne doświadczenia, poglądy i przeżycia w sytuacjach podobnych do przedstawianych przez innego uczestnika mityngu. /1

Nie czeka się więc na porady we własnych sytuacjach, bo wystarczy posłuchać innych – zwykle zdarza się opowieść jakby żywcem przeniesiona z życia nauczycielki, taksówkarza, inżyniera... Bo alkoholizm to choroba emocji, jak też się o niej mówi. Dotyka ludzi wrażliwych, nawet nadwrażliwych. Wśród nich jest np. człowiek dosłownie wyjęty ze śmietnika, który niedawno zrobił maturę i wydał dwa tomiki swoich wierszy...
Ale nie sami święci przychodzą na mityngi. Jak w każdym środowisku, są kłamcy, którzy opowiadają swe „święte” przeżycia, a po wyjściu ze spotkania wracają do swych oszustw. Są tacy, którzy - zwłaszcza w pierwszych miesiącach trzeźwości - zafascynowani ruchem AA, ciągną do niego wszystkich swoich znajomych i członków rodziny, z którymi pili. I strasznie się dziwią, gdy inni odrzucają tę wyciągniętą rękę.
Do przyznania się do alkoholizmu każdy dochodzi sam. Każdy ma swoje „dno” – dla jednego to śmietnik, dla innego – brak żył do kroplówki, jeszcze ktoś ocknął się po narysowaniu przez jego dziecko rodziny, ale bez niego. Ktoś stracił żonę, czy po raz piąty pracę, kogoś innego złapał ,,kanar" w autobusie. Nie ma jednego scenariusza. Jest choroba, którą wystarczy zaakceptować i leczyć różnymi metodami: na terapii, w szpitalu albo poradni, uczestnicząc w mityngach. To trudne, czasem bardzo, ale możliwe.

Nasze oddziaływanie opiera się na przyciąganiu, a nie na reklamowaniu: musimy zawsze zachowywać osobistą anonimowość wobec prasy, radia i filmu. – tak brzmi 11 Tradycja AA.

Dlatego zdjęcia z mityngów są niewyraźne, nie podaję imion ani nazwisk. Moje to też pseudonim. Ale przeżycia – autentyczne.
Naprawdę jestem, odkąd nie piję.

.......................................................................
1.Z „Zasad panujących na mitingu”, odczytywanych na początku spotkania
2.Preambuła AA © by the A.A. Grapevine, Inc.


Autor tekstu Ania W.

5 komentarzy:

12asa pisze...

anonimowość została zachowana w zbiorze tych zdjęć, to pierwsze rzuciło mi się w oczy, fajne

pawel repetowski pisze...

bardzo mi sie podoba ten projekt..!

Szymon pisze...

dobre rzeczy robisz. dodaję do RSSów

AA Mielec pisze...

Ciekawy projekt

Anonimowy pisze...

12asa czyżby na pewno została zachowana? Pomyśl jeszcze raz.

Pozdrawiam Tomek