wtorek, 16 września 2008

Hostel Interwencyjny „Stacja” Text

Centralny. Ide za Wojtkiem i Marta. Sciskam w dloni aparat. Duze, cyfrowe lustro –
nie mam go gdzie schowac. Musze sie kryc przed wszystkimi. Policja od 11 wrzesnia przegania fotografow z dworca. Ale policja to tylko jeden z problemow. (cd ponizej zdjec)



























Centralny. Ide za Wojtkiem i Marta. Sciskam w dloni aparat. Duze, cyfrowe lustro –
nie mam go gdzie schowac. Musze sie kryc przed wszystkimi. Policja od 11 wrzesnia przegania fotografow z dworca. Ale policja to tylko jeden z problemow. Obserwuja mnie tez inni. Pijaczkowie, ktorzy schronili sie w podziemia, handlarze towarem, alfonsi, bezdomni, prostytutki... Nie fajne warunki do zdjec. Nikt nie che znalezc sie w kadrze. Kazdy che byc anonimowy. Trzeba miec nerwy ze stali by sie odwazyc tu focic. Lub byc szalonym. Nie mam mocnych nerwow. Wiec pewno jestem szalony.

Ide za Wojtkiem. Jest szefem hostelu „Stacja” i jest streetworkerem. Pracuje razem z Marta .
Maja zadanie. Musza byc pierwsi. Nie moga dac sie wyprzedzic. Musza zlapac je w momencie zero.
To moment w ktorym wisi nad przepascia. Wisi na krawedzi. To od nich zalezy czy wleci tam, czy w ostatniej sekundzie uda sie je uratowac.

Procedura standardowa. Zdarzenia sa podobne do siebie. Zmieniaja sie tylko twarze.
Patologia w rodzinie. Ociec pije, matka na noc do domu nie wraca. Ono marzy o lepszym, piekniejszym swiecie. Stolica kusi. Koledzy opowiadali o wiezowcach siegajacych nieba i sportowych autach na ktore kazdy sobie pozwolic moze. Wystarczy tylko wsiasc do pociagu.... i siegnac reka. Decyzja kiedys zapada.
Pierwsze wrazenie jest powalajace. Nawet we snie tak pieknie to wszystko nie wygladalo.
Juz wychodzc z Centralnego zapiera dech w piersiach. Wiadomo, stolica!
Tu spelni sie kazde marzenie. Kazdy jest piekny, bogaty. Tu wszystko jest mozliwe!
Mijaja kilejne godziny. Im dalej tym piekniej. Im blizej, tym kolorowiej.
Od tak dawna nie odczuwalo radosci. Jest szczesliwe! Och jakaz ulga! Ucieczka od bolu i samotnosci. Piekny, dorosly swiat! Mija godzina za godzina. Powoli sie robi normalniej. Bloki zaczynaja sie powtarzac. Reklamy staja sie podobne do siebie. Pieniadze powoli topnieja. Mija dzien. Moze dwa. Trzy.... Co dalej? Co robic dalej? Nikt go nie zaczepia, nie proponuje na wlasnosc mieszkania, ani sportowego auta. Nie wie co robic. Dokad sie udac. Pojawia sie niepewnosc. A moze pierwszy lek? Wraca w bezpieczne w jego mniemaniu miejsce. W mjejsce od ktorego zaczelo przygode. Wraca na dworzec. Centralny. Powoli. Wchodzi. Juz nie biegnie jak wtedy gdy bylo tu wczesniej. Staje. Siada. Po paru godzinach przysypia. Jest zmeczone. To kwestia godzin kiedy na twarzy wyswietli sie napis; „pomocy!”.

I wtedy zjawia sie on.
O nieeee, nie jakis oblesny, lysy pedofil. To mily, zadbany pan. Jest swietnie ubrany, sympatyczny. Jest w wysmienitym humorze. W koncu sie przeciez spotkali. To powod do radosci. Proponuje przejazdzke po Warszawie. Sportowym samochodem. W kocu w srodku zobaczyc je moze. To kusi. Najlepiej do fastfuda. Dzieciaki lubia fastfudy. A potem moze kino. Lub lepiej kino domowe. Nie ma gdzie spac? Zaden problem! Wujek ma piekne mieszkanie. Wiele pokoi. Gustownie urzadzone. Nie! Wujek nie jest nachalny. Wujek brzydzi sie przemocy. Wujek nie uzywa sily.
Wujek wie, ze ono mu nie odmowi.
To tylko kwestia czasu.
Kwestia glodu. Zimna. Strachu. I braku mozliwosci powrotu. Powrotu?
Do czego? Do domu z ktorego ucieklo? Bledne kolo. Po co sie zastanawiac. Po co o tym myslec.
Gdy mysli, to czuje strach. A wujek jest dobry i mily. Juz zrobi to, czego Wujek od niego zechce.

Lecz wujek ma wrogow. Nie zawsze szlo mu tak latwo. Wojtek z Marta przemierzaja podziemia. Czujnym wzrokiem szukaja napisu wolajacego o pomoc.
Kto bedzie pierwszy? W ktora strone los je popchnie?

Wojtek z Marta sa streetwolkerami. Staraja sie byc pierwsi. Tuz obok, na Wspolnej mieci sie hostel. Pare pokoi z lozkami, lazienki, swietlica. Mozna cos zjesc cieplego. Sa leki. Jest tez pomoc.
W szukaniu pracy, zalatwianiu dokumentow a nawet mieszkania. Pomoc w kierowaniu na terapie. Zdazaja sie narkomani. Trafiaja tu nie tylko niepelnoletni. Duza grupe stanowi dorosla juz mlodziez. Kochaja ten osrodek, bo tu sa anonimowi. Nikt nie musi podawac nazwiska, pokazywac dokumentow. Nikt nie moralizuje, nie przymusza do niczego. Sa zasady, trzeba ich przestrzegac, ale rozumieja,
ze to w trosce o ich bezpieczenistwo i zdrowie. Jednak wiedza tez ze, kazdy jest panem swojego losu. I kazdy na swoj sposob stara sie to wykorzystac. Hostel to sznasa. Szansa z rodzaju tych, ktore odrzuca tylko szaleniec. Odrzucic hostel to zdac sie na ulice.

Ide za Wojtkiem i Marta. Chce uchwycic ta chwile kiedy lapia je nad przepascia. Kiedy wujek wycofuje sie w cien niczym potwor z koszmaru sennego kiedy budzisz sie w swietle brzasku.

Nagle slysze za soba krzyk. To pijana prostytutka mnie zidentyfikowala. Zrobilem tylko jedno zdjecie a juz jestem spalony. Musze uciekac, zostawic streetwolkerow by mogli niesc nieprzerwanie pomoc.

Zdjecia wchodza powoli. Nie rezyseruje sytuacji. Ale tez nie chce pokazywac twarzy. Nie moge uprzedzic ani prosic o zgode na fototgrafowanie. Chcemy pokazac prawde. Nie naginac niczego. Zadanie bardzo trudne. Mijaja miesiace. Zdjec przybywa powoli. W kolejnych redakcjach pism slysze: „Eee, a nie masz foty jak w zyle daje? Albo chocby jak z klientem jest... no wiesz... jak zarabia.”

Chcemy pokazac obraz tragicznej sytuacji. Bezdomne dzieci, bez pomocy panstwa, zmuszne sytuacja zyciowa do prostytucji, zlodziejstwa, chore, przerazone. Bez mozliwosci na przyszlosc. Skazane na ulice. Kompletny brak zrozumienia ze strony instytucji panstwowych. Projekt, ktory nigdy nie otrzymal oficjalnie srodkow na swoja dzialalnosc. Utrzymywanie osrodka odbywa sie za pieniadze z innych projektow, od sponsorow, czy nawet ze srodkow prywatnych streetworkerow i wolontariuszy.
Material sie jednak nigdy nie ukaze w prasie. Jest za malo „drastyczny”.


Co weekend w Wielkim Miescie obywa sie jakas parada. Czasami nie taka duza. Ale zdarzaja sie naprawde potezne! Prawdziwe! Wojskowe! Samoloty, czolgi, liberie...
A czasem robia festyny. Kolorowe, glosne. Albo coweekendowy piknik na Nowym Swiecie.
Lub mecze pilki noznej. Cieeeezka na to idzie kasa.
Jednak pardady wojskowe sa najlepsze. Lubia je bardzo dzieci.
Jesli spojzysz gleboko w tlum, to zobaczysz jak stoi usmiechniete. Trzyma za reke wujka.

Osrodek z braku funduszy zostal zamkniety w kwietniu.


http://www.programstacja.org.pl/index.php?target=3

piotr koszczynski

2 komentarze:

karmazyniello pisze...

przejmujące jest to co tu opisałeś. nie miałem pojęcia że coś takiego się tam dzieje. szacunek dla streetworkerów za poświęcenie i pracę.
ps. szkoda że nie wziąłeś dalmierza zamiast dekamuflującego lustra.

Anonimowy pisze...

dobrze napisane