czwartek, 18 czerwca 2009

Tykocin

Droga była wąska, asfaltowa, porośnięta z obu stron zaroślami. Skręciliśmy w nią dwadzieścia kilometrów przed Białymstokiem, przez nie najlepiej rozplanowany rozjazd..... (cd poniżej)

































.........Droga była wąska, asfaltowa, porośnięta z obu stron zaroślami. Skręciliśmy w nią dwadzieścia kilometrów przed Białymstokiem, przez nie najlepiej rozplanowany rozjazd. Niebo po wschodniej stronie przypominało już do złudzenia odpustową watę cukrową. Gęsty, delikatny róż. Dochodziła czwarta nad ranem. Piotrowi bardzo zależało na niepowtarzalnych, według niego, walorach fotograficznych światła o tej porze, a wyjątkowo równy asfalt pozwalał szybciej jechać na spotkanie dnia. Dlatego też prawie przegapiliśmy tablicę z napisem "Tykocin". Teraz jechaliśmy powoli szeroka ulicą, po której obu stronach spoczywały uśpione w półmroku drewniane domy. Miasto pogrążone było w ciszy. Gdzieś z pobliskich bagien słychać było poranne modlitwy żurawi. W dali na tle jaśniejącego nieba odcinały się imponujące arkadowe skrzydła i wieże Kościoła św. Trójcy, zajmującego całą wschodnią stronę tykocińskiego rynku.
Ogrom rynku dziwnie nie pasował do obrazu małego miasteczka, a rozmach architektoniczny arkad i wież kościoła pogłębiał jeszcze wrażenie ogromu kompozycji. Słusznie ktoś zauważył, że jest to tchnienie placu św. Piotra w Rzymie. Pośrodku rynku czarna w czerwieni poranka odcinała się postać dziedzica dóbr tykocińskich Stefana Czarnieckiego, ze wzniesiona buławą. Gdy wzeszło słońce, buława hetmana okazała się złota, co jeszcze bardziej podkreśliło majestat postaci. Przypomniały mi się jego listy, zawarte w pamiętnikach Jana Chryzostoma Paska, które rozpoczynał słowami: ”Ja Stefan na Czarncej i Tykocinie Czarniecki”... Zarówno barokowy klejnot kościoła św. Trójcy, jak i pomnik hetmana Czarnieckiego ufundował w latach 1740-1763 Jan Klemens Branicki, prawnuk hetmana Czarnieckiego, jedna z najważniejszych postaci w historii Tykocina. Pomnik, wykonany z marmuru szydłowieckiego, jest jednym z pierwszych świeckich pomników w Polsce. Wykonał go francuski rzeźbiarz Piotr Coudray.
Nad miastem powoli wstawał dzień. W niczym nie zmąconej tafli Narwi odbijają się sylwetki mostu i kościoła. W północno-wschodniej części rynku mijamy niski, przysadzisty budynek, Alumnat. Wybudowany w 1636 r. na potrzeby żołnierzy-weteranów, spełniał niegdyś rolę przytułku dla nich. Jego budowniczym był starosta tykociński Krzysztof Wiesiołowski. W okresie międzywojennym zarządzany przez magistrat miasta, użytkowany był na mieszkania dla najuboższych rodzin. Dziś mieści się w nim hotel i restauracja. W południowo-wschodniej zaś stronie stoi dawny szpital, ufundowany przez Branickiego. Kościół o tej porze był oczywiście zamknięty, dlatego ruszyliśmy dalej ulicą wzdłuż rzeki. Narew wijąca się sennie i malowniczo przez Tykocin jest rzeką na której widok zabije mocniej każde wędkarskie serce. Woda leniwie tocząca się przez zakola i zatoczki obmywa sercowate liście grzybieni i kołysze białymi kwiatami. Wiadomo każdemu wędkarzowi że są to wymarzone miejsca na lina. Amatorom kajakarstwa rzeka dostarczy równie mocnych wrażeń co wędkarzom a okoliczne tereny są stworzone do wycieczek rowerowych. Łódki i kajaki można wypożyczyć w Tykocinie jak również w Kiermusach i Pentowie.
Nad ulicami parterowych domów i dworków unosi się klimat z opowiadań Izaaka Bashewitza Singera. Nie istniejący już świat rabinów, uczniów jesziwy, kantorów, mistyków i cudotwórców. Żydowski cmentarz położony na wschodzie miasta, starannie ogrodzony, zawiera jedynie kilka zniszczonych macew, czyli nagrobków. Ktoś jednak odwiedza to miejsce. Na jednej z macew leżą kamienie. Tak upamiętnia się wizytę u zmarłego na cmentarzu żydowskim.
Żydzi tykocińscy podzielili los swoich współbraci z innych polskich miast i miasteczek. W dniach 25 - 26 sierpnia 1941 r. hitlerowcy z Sonderkommando SS Bezrik Białystok zamordowali około 2500 osób co stanowiło około połowy mieszkańców miasta. To makabryczne wydarzenie spowodowało koniec Tykocina jako miasta dwóch kultur. Po jednej z nich pozostały jedynie pamiątki.
Synagoga usytuowana w historycznej dzielnicy Kaczorowo jest najokazalszym zabytkiem zgładzonej kultury żydowskiej w Tykocinie. Wybudowana 1642 roku jest jedną z najstarszych w Polsce. Jest to murowana, wzniesiona na planie kwadratu świątynia. Usytuowano ją w miejscu poprzedniej drewnianej synagogi. Wnętrze sali modlitw zdobią barwne polichromie. Ich główny element dekoracyjny, obok ornamentów w kształcie wici roślinnych i lokalnych zwierząt, to wielkie tablice z hebrajskimi i aramejskimi cytatami biblijnymi oraz tekstami modlitw. Do sali głównej prowadzi wejście przez obszerny przedsionek, mieszczący niegdyś kahał i sąd.
Dzieła miejscowego artysty rzeźbiarza, który usytuował swój kram pod synagogą, symbolizują Tykocin jako miasto dwóch kultur. Figurka Mojżesza z tablicami, stoi obok Madonny a Świątek koło rabina. Po rozmowie z artystą, który okazał się człowiekiem towarzyskim i dowcipnym, udaliśmy się przez most w kierunku zamku. W latach (1550 - 82) rozbudował go sam król Zygmunt August. Tykocin stał się wtedy jedną z najpotężniejszych twierdz ówczesnej Polski i mieścił główny arsenał Rzeczypospolitej. W latach 1611 - 32 potężny zamek przebudował starosta K. Wiesiołowski, umacniając twierdzę bastionami. Nie zdało się to na wiele podczas najazdu Szwedów (1656), jednak Tykocin jeszcze zimą tego samego roku został odbity. W 1661 r. Tykocin w nagrodę za pogromy Szwedów, otrzymał Stefan Czarniecki, ale niedługo potem, wraz z ręką i wianem córki hetmana, zamek trafił w ręce Branickich. Zamieszkiwany jedynie do 1734 r., kiedy to dużą część pomieszczeń mieszkalnych strawił pożar, a wieku następnym poczęto go rozbierać.
Podczas I Wojny Światowej pozostałości murów posłużyły niemieckim żołnierzom na umocnienia. W tym właśnie miejscu Henryk Sienkiewicz umiejscowił śmierć księcia Janusza Radziwiłła, niewiele naciągając fakty historyczne. Tu w takim razie rozbrzmiewały przedśmiertelne okrzyki Księcia Janusza: „Bogusław! Bogusław!, zagłuszane hukiem armat. Pobyt w tym miejscu jest silnym przeżyciem dla każdego wielbiciela „Trylogii” Sienkiewicza. Odbudowywany obecnie zamek lśni w słońcu miedzianymi pokryciami dachów. Dzieła odbudowy podjął się biznesmen i pasjonat z Białegostoku. Chapeau bas!
U zbiegu ulicy Bernardyńskiej i Klasztornej mieści się klasztor Bernardynów. Istniejący obecnie zespół klasztor i kościół Św. Elżbiety został wzniesiony na południowym krańcu miasta w latach 1771-1790, z zapisu oczywiście Jana Klemensa Branickiego. Była to trzecia z kolei tykocińska siedziba Ojców Bernardynów, sprowadzonych do Tykocina w 1479 r. Pierwotny nieistniejący dziś, murowany klasztor z kościołem znajdował się na kępie narwiańskiej przy przeprawie. Po przeniesieniu się zakonników do nowej siedziby został przeznaczony na pomieszczenie sądów ziemskich. Klasztor Bernardynów jest obecnie siedzibą Domu Pomocy Społecznej. Podczas kolejnej rundy wokół miasta uwagę naszą przykuł fantazyjnie przyozdobiony skup złomu. Okazał się rajem dla zbieraczy staroci. Podczas zakupu za oszałamiającą cenę kilku złotych starego żeliwnego garnka i nożyc do strzyżenia owiec przypomniano nam, że w niedalekich w Kiermusach w pierwszą i trzecią niedzielę miesiąca, odbywa się tradycyjny jarmark .Do Kiermus z Tykocina jedzie się zaledwie dziesięć minut. Jest to również wąska asfaltowa droga ocieniona zaroślami po obu stronach .W narastającym przedpołudniowym upale, przez okna samochodu wdzierały się zapachy czystego rozgrzanego lasu. Zewsząd dochodziły nas głosy ptaków które zwykle słyszy się w podkładach dźwiękowych do filmów przyrodniczych lub historycznych .Las przyciągał i wabił. Samochód toczył się coraz wolniej .Przy skręcie w prawo w piaszczystą drogę widnieje tablica Pentowo -bociania wioska. Jest to gospodarstwo agroturystyczne gdzie gniazduje na małej przestrzeni kilkanaście bocianich par. Dlaczego sympatyczne ptaszyska upodobały sobie właśnie ten położony w lesie zakątek-nie wiadomo. Na teren ośrodka wejść można za symboliczną opłatą. Oprócz zajętych swoimi sprawami bocianów, w Pentowie jest także stajnia, konie pod wierzch oraz możliwość noclegu i posiłków. Ten pełen uroku projekt realizowany jest przez Północnopodlaskie Towarzystwo Ochrony Ptaków przy wsparciu WFOSGW Białystok oraz kilku fundacji. Kolejną przerwą w drodze na jarmark była wizyta w ośrodku wypoczynkowym „Dwór nad Łąkami” Do dyspozycji gości udostępnione są pokoje jedno i dwuosobowe oraz apartamenty szlachecki i żydowski. Otoczone płotami z chrustu dworskie czworaki noszą imiona wiejskich rzemieślników, Garncarza, Bartnika, Kowala i Tkacza. Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak karczma "Rzym". Jeżeli odbył się kiedykolwiek słynny pojedynek między mistrzem Twardowskim a Mefistofelesem to dokładnie w takim miejscu. Usytuowany za parkiem ze stawami rybnymi "Jantarowy Kasztel" z wieżą obronną, przenosi nas z kolei w czasy średniowiecza. W tych malowniczych sceneriach organizowane są okolicznościowe przyjęcia i wesela. Na jarmark w Kiermusach, pierwsi kupcy przybywają wcześnie rano. Chodzi oczywiście o zajęcie najlepszych miejsc pod swoje stragany. Około godziny siódmej większość stoisk jest już rozstawiona a między nimi przechadzają się pierwsi kupujący. Prawdziwy ruch zaczyna się około godziny dziesiątej. Pojawiają się muzycy, rusza, gastronomia. Ogólnie, słynny jarmark w Kiermusach przypomina warszawską giełdę antyków na Kole. Brak mu może owego specyficznego klimatu, jest jednak położony na pięknej leśnej polanie w okolicach "Dworu nad łąkami" .Antyki, bibeloty drewno i wiklina, wiejskie starocie, parę stoisk z ekologiczną żywnością. Można tu kupić stare chomąto, sierp, lub żeliwny garnek. Zastanawiająca była duża ilość luster w różnych oprawach, zgromadzonych na jarmarku. Słońce, odbite w lustrach fantazyjnie powielało ludzkie twarze, korony sosen i misterne wyroby hafciarek.
Powrót do Tykocina odebrał nam możliwość skosztowania staropolskiej kuchni oferowanej w "Dworze nad Łąkami". Słynne nalewki także nie wchodziły w grę z powodu emocjonalnego stosunku do prawa jazdy. Wybraliśmy restaurację „Tejsza”, specjalizującą się w kuchni żydowskiej, ponieważ nazwa ta sugerowała imię pięknej czarnowłosej dziewczyny. Okazało się jednak, że Tejsza oznacza... kozę, która w tradycji żydowskiej jest symbolem dostatku i powodzenia. Długo wysłuchiwać musiałem kąśliwych uwag Piotra, na temat mojej czarnowłosej piękności oraz daleko idących wniosków i komentarzy. Nie żałowaliśmy jednak wyboru tej restauracji. Świąteczny cymes i koszerne pierogi są po prostu pyszne a klimat restauracji niepowtarzalny. Cały Tykocin jest miejscem jedynym i niepowtarzalnym. Senna i pogodna atmosfera, nie spieszący się nigdzie życzliwi mieszkańcy są czymś nieprawdopodobnym dla ludzi przybyłych z oszalałego w swym pędzie wielkiego miasta. Tu dopiero zdać można sobie sprawę że jest to pęd do nikąd. Barokowa architektura miasta zanurzona w pięknym krajobrazie dopełnia wrażenia innej epoki, innego czasu. Wyjeżdżając wieczorem szczerze wypowiedziałem kultowe gdzieniegdzie powiedzonko amerykańskiego aktora, obecnie gubernatora:- "Ja tu wrócę". To tylko dwie godziny jazdy samochodem z Warszawy. No, może trzy.....


Autor tekstu
Tomasz Solarski

3 komentarze:

12asa pisze...

Już myślałem że zrezygnowałeś z zamieszczania tu czegokolwiek. A tu miła niespodzianka. Fajnie się i czytało i oglądało

Paweł Piotrowski pisze...

najs. czuć swojski klimat w zdjęciach :)
Kolega bardzo ciekawie opisuje to wszystko. Fragment z Tejszą wzruszył mną dogłębnie ;)

pawel repetowski pisze...

Tykocin przeuroczy, zaglądałem kilkakrotnie w drodze z Krakowa na Litwe, na myśl o jedzonku w „Tejszy” robie się głodny..;) - byłem, smakowałem..:)