piątek, 25 grudnia 2009

Leica M9 TEST

Leica M9 Test





Zacznę od końca. Aparat mam w testach prawie od trzech tygodni i jestem nim naprawdę oczarowany. W końcu pełna matryca i możliwość korzystania ze wszystkich obiektywów. Szczególnie cieszę się z możliwości stosowania „naleśników”, takich jak np. 35/2 wersja 4, który czyni aparat malutkim i „kieszonkowym”.




Jakość obrazu, który otrzymujemy, moim zdaniem, jest zdecydowanie najlepsza ze wszystkich małoobrazkowych aparatów cyfrowych na rynku, pozostawiając daleko ewentualnych konkurentów za sobą. Plastyka obrazu, kolorystyka, niskie szumy, szeroki wachlarz zastosowania, cichość pracy, mały ciężar i wymiary – to wszystko składa się na wyjątkowość aparatu którym jest Leica M9.
Codziennie starałem się bywać w różnych warunkach, aby stawiać ekstremalne wyzwania aparatowi. Zacząłem od zdjęć w Pałacu Młodzieży mieszczącym się w Pałacu Kultury i Nauki, gdzie podchodziłem do rodziców oczekujących na swoje pociechy i na pustych i cichych korytarzach i z odległości 2-3 metrów robiłem im bezgłośnie i niepostrzeżenie zdjęcia.



Podobnym wyzwaniem były centra handlowe naszpikowane kamerami, ochroniarzami, ekspedientami, gdzie udawało mi się nadal niepostrzeżenie fotografować,



jak również Dworzec Centralny,




czy nawet lotnisko, gdzie każdy z fotografów, poprzez policję, postrzegany jest jako potencjalny terrorysta.




Próbowałem również drugiej granicy ekstremum, a więc zdjęć stricte komercyjnych, takich jak impreza mikołajkowa,



czy wręcz newsów i dziennikarstwa fotografując prezydenta w Belwederze





czy Pierwszą Damę w Pałacu Prezydenckim.







Jestem na prawdę bardzo miło zaskoczony aparatem. Fotografuje się nim dokładnie jak „starym dobrym analogiem” a zdjęcia z niego otrzymywane, jak już wyżej pisałem, swoją jakością, daleko przewyższają zdjęcia otrzymywane z innych dostępnych na rynku aparatów cyfrowych (moim zdaniem).
Jedyną rzeczą do której mógłbym się przyczepić, to dość długi czas ładowania baterii ( w dwóch testach równo 2,5 godziny), przydatną byłaby też możliwość funkcji samoczyszczenia matrycy. Więcej minusów nie odnotowałem.

Czytałem opinie osób, które testowały wcześniej ten aparat i szczerze mówiąc dziwie się bardzo niektórym wypowiedziom. Myślę, że dobrze byłoby aby testy aparatów tego typu przeprowadzały osoby posługujące się systemem dalmierzowym, lub choćby lunetkowym, na co dzień. Mógłbym długo wymieniać przytaczane „zarzuty”, np. braku stabilizacji, która przecież niszczy rozdzielczość a więc jakość obrazu, braku auto-fokusa, dzięki waśnie czemu osoba umiejąca się posługiwać tym systemem może natychmiast wykonywać zdjęcie nie czekając aż AF zadziała, czy braku gripa, którego na całe szczęście niema i dzięki czemu aparat jest malutki, ale jeśli ktoś chce, może sobie go zamontować, bo są przecież dostępne w ofercie jako opcja.
Albo zarzuty dotyczące trudności obsługi..... Przecież sam aparat nie różni się niczym od strony obsługi od eMek analogowych. Spójżmy:


Stara Leica Elliotta Erwitta




i Leici Michalela Kambera, wsród nich, niczym się nie różniąca M8




A jeśli H.C. Bresson, E. Erwitt, A.Webb, D.A. Harvey i wielu innych czołowych, światowych, fotografów wybrało to narzędzie do pracy, to moim zdaniem, problem leży nie w trudności obsługi aparatu a w braku umiejętności fotografowania osób testujących go, które przyzwyczaiły do fotografowania uprzednio włączając funkcję „ładne zdjęcie” której tutaj nie ma. Taką funkcją możemy wykonać zdjęcie poprawne. Poprawne, ale nie niepowtarzalne, osobiste, niesamowite. Nam, nie zależy na tych poprawnych. Te dziś każdy potrafi „sam” zrobić używając którejś tam z automatycznych funkcji któregoś z aparatów cyfrowych. Nawet „małpki”, czy ostatnio telefonu komórkowego. Nam jednak zależy na tych niepowtarzalnych zdjęciach, do których właśnie ten aparat został ok. 100 lat temu zaprojektowany. I dziś, z symbolem M9, używając jako materiału światłoczułego matrycy, wykonuje zdjęcia w podobnej technice pracy.
Nie porównujmy aparatów tego systemu też z lustrzankami, które było nie było, większość z uznanych fotografów z powodów wielu ograniczeń jednak odrzuciło i które maja i zawsze miały, większe zastosowanie w dziennikarstwie, gdzie nastawieni jesteśmy na informację, ilość i wybieractwo a nie na jakość i niepowtarzalność.

Jeden z moich ulubieńców, David Alan Harvey, mówi w jednej z książek: „Nie mam nic przeciwko nowinkom technicznym, ale tylko wtedy kiedy mi są na rękę. Nie muszę się martwić czy nastawiłem właściwy tryb pracy i jaki guzik mam przycisnąć. Staram się nie być natrętnym, garbię się żeby ukryć wzrost, i podchodzę jak najbliżej. Elementem tej taktyki jest sprzęt Leici”. „D. A. Harvey nawiązuje do stylu H.C. Bressona, który opowiadał się za postawą minimalistyczną i wierzył w ćwiczenie oka rozwijające zdolność uchwycenia decydującego momentu” – jak pisze NG w „Szkole Fotografowania”. A ja pod tym się tylko mogę podpisać obiema rękami. Sam odbyłem podróż poprzez wiele systemów i marek i świadomie wybrałem kiedyś Leice. Dziś, fotografując Leica M9, mam wrażenie jakbym pracował swoją starą, dobrą Leicą MP.

Poniżej prezentuję parę z ulubionych zdjęć wykonanych w trakcie testów aparatem Leica M9










Leica M9 daje fantastyczny obraz, nieosiągalny, moim zdaniem, dla innych cyfrowych aparatów małoobrazkowych. A system Leica M pozwala na wykonywanie zdjęć, których nie da wykonać się lustrzanką obarczoną swoimi licznymi wadami.

Leicą M8 fotografowałem przez ponad rok i spisałem sobie kiedyś rzeczy, które mi się nie podobały. M9 to jednak zupełnie inny aparat, pomimo zewnętrznego podobieństwa. Wiele spraw poprawiono. Chciałbym tu o nich napisać.

- M9 ma trochę mniejsza ramkę przy 35 mm w stosunku do ramek z analogów 0,72
- bateria jest ta sama, mogłaby mieć lepsze osiągi, z drugiej strony, z autopsji wiem, że 3, max 4 baterie starczą na pracę całodniowa. Szkoda tylko ze ładowarka nie ma opcji ładowania kilku baterii na raz. Przy 2,5 godzinnym czasie ładowania, znaczyłoby, że fotograf w nocy musi nastawiać sobie budzik, by mieć naładowany komplet na następny dzień pracy. Ładowarka z dwoma wyjściami załatwiłaby sprawę
- ze stendbajem sprawa się nie poprawiła, ale można ten problem ominąć wyłączając go. Z tym, że w takim układzie, jak wyżej już pisałem, musimy mieć z 3 baterie na dzień pracy
- bufor pamięci faktycznie jest słaby ale i focąc na kliszy tez nie raz 3-4 klatki szybko trzeba naciągnąć. Więc analogicznie czas pracy bufora jest podobny do pracy analoga
- nie wiem z jakich powodów, ale flesh dalej czasami nie wyzwala
- automatyki bieli nie sprawdzałem, ponieważ grzebanie w kelvinach czy wyciąganie kolorów z DNG, jest moim zdaniem nieporozumieniem. Nie stosowałem filtrów konwersyjnych w fotografii analogowej więc i w cyfrze mam 5500 Kelvinów nastawione na stale. Ten temat więc pomijam
- w opcjach, zdaje się, można wyłączyć teraz zdjęcia z opóźnionym wyzwoleniem, wiec lekko chodzący przełącznik w niczym nam już nie zagraża
- samowłączające się odszumianie na dłuższych czasach, jak to było w M8, mi się nie włączało i szybkość pracy przestała być problemem
- M8 w porównaniu do Canona 5 d mocno szumiała, teraz M9 porównywałem do Marka IIN i Leica o dobra przysłonę wygrała w teście. Tu wielka poprawa!!
- migawka chodzi dużo ciszej i nie odczuwa się wstrząsu tak jak w M8
- fajne poczucie oryginalności w porównaniu z M8. M9 robi wrażenie MP
- 80 ISO rządzi! To niskie ISO? Wcale nie. Wspomnijmy niepokonaną Velvię 50
- no i w końcu FF. Ja jestem w sumie przeciwnikiem w cyfrach pełno klatkowej matrycy, bo fotografując ekwiwalentem 35 mm tzn. 28mm, po cropie, mam większą głębię ostrości, która dla mnie jest bardzo ważna. Z tego powodu kiedyś przesiadłem się z Canona 5d i 35/1,4, bo pomimo świetności i aparatu i obiektywu, o niebo lepszy obraz miałem z Marka IIN i 28/1,8. Mark IIN, po cropie, dawał bez porównania lepszy, ostrzejszy, również po rogach, na każdej przysłonie obraz, niż d5 z osławioną 35/1,4. Jednak z Leicą jest inny problem. Żeby fotografować 35 mm z cropem musimy wkręcić 28mm, które są nieporównywalnie większe od „naleśników” 35 mm. Wiec dopóki Leica nie wypuści malutkiej 28/2 to FF jest jedynym rozwiązaniem. No i pamiętajmy że crop wycina winietę i psuje plastykę, co mi osobiście bardzo się nie podoba. Winieta dodaje moim zdaniem fotografii uroku. No i tu rozumiem bolączkę osób kadrujących zdjęcia, choć słyszałem, że Photo Shop i na to ma rady. Podobno winietę można dodać. Nie wiem, nie znam się, obróbka cyfrowa zdjęć dla mnie jest nie akceptowalna i nie miałem potrzeby zgłębiać tej wiedzy. Pamiętajmy też że pomimo że crop poprawia nam głębię ostrości, na której zależy mi w szeroko pojętym „reportażu”, to jednak psuje bardzo plastykę obrazu. I o ile wcześniej cyfry traktowałem po macoszemu, bo używałem ich tylko i wyłącznie do komercji, gdzie nikt nie zwracał uwagi na tak trywialne sprawy jak jakość a więc również i mi na jakości obrazu nie zależało, o tyle M9 jest pierwszym aparatem cyfrowym gdzie FF zaczyna mieć naprawdę sens i można go zaczynać traktować w fotografii na poważnie. Mam nadzieję że Tomasz Tomaszewski nie będzie mi miał za złe, jak napiszę, że w naszej prywatnej rozmowie, był też zdania, że plastyka obrazu z M9 przy FF jest powalająca

Niestety do tej pory nie miałem okazji fotografować przy pełnym słońcu. A ja osobiście tylko taką fotografię w większości kocham. Bardzo bym chciał zobaczyć jaki obraz uzyskam w kontrastowym świetle w różnych kolorach. Niestety na ten temat, póki co, nic napisać nie mogę. Ale M8 była już naprawdę dobra, wyprzedzała już wtedy wszystkie cyfry, wiec podejrzewam, że M9 może być tylko lepsza.




(Leica M8 + 28/2 ASPH)


Jednakże pomimo zewnętrznego podobieństwa obu cyfrowych eMek, widać dużą różnicę. Aparat w końcu przestał się zacinać, zawieszać i szumieć. No właśnie, „szumieć”.
Ja sam, prywatnie, innych fotografów z tym całym szumem o szumach nie rozumiem. Według mnie, jedyną czułością w kolorowej fotografii do przyjęcia jest ISO 100 i każdy aparat cyfrowy powyżej niej jakoś tam szumi. Z drugiej strony rozumiem, że szalona część fotografów nie miała w większości styczności ze slajdem i fotografując wcześniej dla dzienników na negatywach kolorowych na pewno widzi dużą różnicę w jakości na korzyść fotografii cyfrowej. I tu pedanci tacy jak ja, porównując jakość cyfry do jakości slajdu, będą mieli rację, że ISO 200 to absolutny dopuszczalny max w foto cyfrowym, bo potem już nawet nie tyle co szumy, ale spada również kontrast, wysycenie kolorów, itd. Więc wszelkie doniesienia o aparatach „nie szumiących” na czułościach 32 000 ISO traktują tylko z uśmiechem politowania. Natomiast fotografowie pracujący wczesnej na negatywach kolorowych (gdzie informacja była punktem ciężkości a nie jakość techniczna zdjęcia) pracując na czułości 800 czy 1600 ISO na pewno uzyskają lepszy obraz na wyższych czułościach w fotografii cyfrowej niż na negatywie wysokoczułym. I tu znów raczej chodzi o punkt odniesienia i subiektywne spojrzenie. Może inaczej wygląda to w fotografii BW, ale na niej się kompletnie nie znam i nie chcę się wypowiadać. Wierzę, że tu szumy nie są przeszkodą na wysokich czułościach. Z drugiej strony przecież to jednak „szumy” a nie trixowskie, czy HP5tkowskie ziarno. A jak słyszę, że w pluginach można je cyfrowo naśladować, to mi po prostu ręce opadają . Kiedyś na prezentacji nowej lustrzanki cyfrowej słyszałem jak przedstawiciel firmy odpierał zarzuty mówiąc: „ Tak, to prawda, aparat na wysokich czułościach szumi. Ale te szumy są bardzo ładne!”. To tak jak by mówił: „To prawda, żona mnie zdradza, ale robi to z prawdziwym wdziękiem!”.

W M9 nie ma żadnych problemów z szybkim przeglądaniem zdjęć, powiększaniem ich. Nie wiem co było przyczyna wiecznie brudzącej się matrycy w M8, w M9 nie zaobserwowałem tego problemu, aczkolwiek może za krótko fotografowałem tym aparatem by to stwierdzić.
M9 to duży skok w stosunku do poprzedniego modelu. Specjalnie testowałem ją w ekstremalnych środowiskach. W tych gdzie lustrzanką nie dałoby się cicho i niezauważenie fotografować i w tych gdzie do tej pory miejsca były zarezerwowane wyłącznie dla nowoczesnych fotografów z aparatami wykonującymi ponad 10 klatek na sekundę (znajomy focąc „Taniec z Gwiazdami” potrafił zapełnić w ciągu godziny 16 GB kartę - chyba z 5.000 „zdjęć”), super zoomami i generatorami flesha. Okazało się ze M9 świetnie sobie radzi w świecie newsow i paparazzi. Radzi sobie również świetnie z mrozem. Fotografowałem przy temperaturze –17 stopni i nie zaobserwowałem żadnych problemów z aparatem ani z
bateriami.





Cyfrowa eMka świetnie też radzi sobie w kurzu, błocie, wilgoci, ale to już wiem z doświadczeń wyniesionych z okresu kiedy jeszcze M8 fotografowałem temat „offroudowy” dla NatGeo, tkwiąc zanurzony godzinami po pierś w mule i wodzie próbując ująć w kadrze wyławiane z błota samochody terenowe.





(3 powyższe zdjęcia z aparatu Leica M8 + 28/2 ASPH)

Osoby z którymi rozmawiałem prywatnie i które znają moje „radykalne” podejście do fotografii jako takiej, dziwią się, że tak wychwalam Leicę M9. Chciałbym wyraźnie podkreślić, że ja dokonuję tutaj swoich spostrzeżeń w kontekście fotografii cyfrowej a nie fotografii jako takiej. Zupełnie innym zagadnieniem jest czy fotografować cyfrą, czy dalej analogiem. Ja osobiście, zdecydowanie wole fotografię analogową, choćby ze względu na filozofie samej fotografii. Nie widzę żadnych korzyści z przejścia ze slajdu na obraz cyfrowy. Wręcz odwrotnie. I póki Leica MP będzie produkowana a slajd dostępny w sprzedaży, nie widzę powodów bym miał się przesiadać na cyfrę. Ale to moje subiektywne zdanie i nikogo do niego nie pragnę przekonywać. Nie przeczę, że miłym jest zrzucić zdjęcia po powrocie do domu na kompa, nie musząc ich wołać, ciąć, skanować i oprawiać. Jednak jakość obrazu rzuconego ze slajdu na ścianę wynagradza w pełni cały wysiłek. Albo odbitka BW na barycie czy bromie. To jak żaglówka i motorówka. Dwa inne światy i w innych kontekstach trzeba o nich mówić. Jednak to już zupełnie inny temat i zagadnienie. Powyższa analiza dotyczy z zupełnie innej dyscypliny. Nie rozstrzygam tu wyższości jednej fotografii nad drugą. Dokonuje analizy pracy, możliwości zastosowania, pozyskiwania obrazu aparatem cyfrowym Leica M9, który moim subiektywnym zdaniem, bije na głowę wszystkie znane mi dotąd cyfry i który dokonał potężnej ewolucji w stosunku do poprzedniego modelu.
Szczerze mówiąc, nie bardzo wiem co można byłoby ulepszyć jeszcze w tym aparacie. Ilość pixeli? Nie, ten obraz można już spokojnie drukować w wystawowym formacie. Szumy? Też nie. 80 ISO jest powalające a dla pasjonatów wysokich czułości aparat nie szumi w porównaniu do innych lustrzanek, jak kiedyś jego poprzednik. 160 ISO jest też doskonałe. A i 800 czy 1600 ISO, jak widać na załączonych przeze mnie zdjęciach, jest jak najbardziej akceptowalne. Może wyjście ze stendbaju, żywotność baterii, szybkość ładowania. Ale i to dałoby się ominąć gdyby ładowarka miała wyjścia na dwie baterie. Naprawdę super udany aparat. Co więcej nie ma konkurenta. Ani w systemie dalmierzowo-lunetkowym, ani w jakości obrazu jako takim. Oczywiście w świecie cyfry ;)

Bardzo ciekaw jestem modelu X1, który jedynie jako egzemplarz pokazowy miałem w ręku, wiec nie będę o nim pisał nic ponad to, że zrobił na mnie fantastyczne wrażenie. Malutki, leciutki, taniutki..... Poczekam, aż dane mi będzie go przetestować.

Na koniec, tak jak w przypadku analizy M8, podkreślam, ze nie jestem fachowcem i wszelkie przemyślenia zawarte w tekście są moimi prywatnymi, subiektywnymi spostrzeżeniami, którymi dzielę się z osobami, które chciałyby poznać moje zdanie. Na co dzień wykonuję zdjęcia Leica MP, na slajdzie, Velvi, od paru ładnych lat, i porównuje te aparaty jako użytkownik. Nie znam się na zawiłościach technicznych. Opisuje aparat jako konsument a nie naukowiec. Pstrykam i patrzę co wyszło. Porównuje obsługę. Osobisty fotograf prezydenta zadał mi sakramentalne pytanie: „Ile to to ma pixeli?”.
Nie wiem. Pojęcia nie mam. Nigdy mnie to nie interesowało. Ale wydruki 90 cm w podstawie wychodzą naprawdę świetnie.
I to jest dla mnie ważne.

Konkluzja Nr1
Leica M9, moim zdaniem, jest bezapelacyjnie najlepszym ze wszystkich cyfrowych aparatów na rynku.

Konkluzja Nr2
Jako radykał, póki co, pozostanę jeszcze przy slajdzie fotografując dalej Leica MP ;)





piotr koszczyński
warszawa 24.12.09

PS. Zdjęcia z Belwederu i Pałacu Prezydenckiego poddałem tu obróbce balansu bieli (czego normalnie nie robię) żeby nie zarzucano, że aparat wykonuje złe "newsowo" zdjęcia. Jak widać bez lampy i generatora flesha też się da.

10 komentarzy:

ed pisze...

przeczytałem z przyjemnością.
dziękuję:]

Paweł Piotrowski pisze...

ciekaw byłem tego aparatu, zdjecia testowe śledziłem na bierząco,
fajny aparat, ale nie na nasze polskie realia, lepiej gdzieś za tą kasę pojechać ;p
chyba nigdy nie doczekamy się czasu kiedy będzie się płaciło za sam aparat a nie logo producenta... podobnie z jeansami itp. itd.
fajnie by było żyć w utopii;)

piotr koszczynski pisze...

Mysle Pawel, ze to nie do konca tak. Przeciez topowe Nikony czy Canony sa w podobnej cenie. Uwazam, ze problem cen aparatow nalezy rozstrzygac w kontekscie rynku mediow. A konkretnie cen zdjec, ktore sprzedajemy wydawcom. I ze to my, fotografowie, winni sami jestesmy tej sytuacji godzac sie na tak skandaliczne niskie wynagrodzenie za zdjecia. W dwoch powaznych pismach podrozniczych powiedziano mi wprost juz dwa lata temu, ze fotografowie im daja zdjecia za darmo dla samej satysfakcji publikacji. Za 1800 zl chciano mnie wyslac w Kotline Klodzka, abym zrobil essej na slajdzie. Oblicz, podroz w obie strony - razem z 1500 km (czyli juz 1200 zl amortyzacja auta), jakies lokum na tydzien minimum i przynajmniej z 15 rolek filmow po ok 50 zeta z wolaniem za sztuke. To jeszcze zdrowo doplacic bym musial do tej calej imprezy. A gdzie zarobek? Z czego oplacic czynsz, media, ubezpieczenie auta i zakupic nowy sprzet? Fotoedytorzy wybieraja zdjecia tanie, nie dobre. A jesli dostaja je wrecz za darmo, to jak mamy zarobic na aparat? Dzis publikacja przestala byc juz wyroznieniem. To nie zaszczyt, ktorego doznawalo sie kiedys uzyskawszy akceptacje profesjonalistow z danej redakcji. Dzis w redakcjach siedza biznesmeni. Liczy sie ranking sprzedazy. Wystarczy przyniesc material za darmo, zeby go puszczono. Zniszczylismy rynek sami godzac sie na taka sytuacje. Sami sobie winni jestesmy, ze nie stac nas na aparaty.
Wiec to raczej nie o sama cene aparatu chodzi a o komercjalizacje i ogolny upadek wartosci, ktoremu uleglismy i poprzez ktory pewne dobra sa dla nas nieosiagalne. Kto dzis drukuje dobre zdjecia? Kiedy widziales w magazynie ciekawy reportaz, essej, dokument? Wszystkie ciekawsze materialy przeniosly sie do netu, a tu nam przeciez za publikacje nie placa. Z drugiej strony pamietajmy ze zaraz ma wejsc Leica X1. Mialem juz ja w reku, robilem zdjecia testowe, zapowiada sie rewelacyjnie a i cena przeciez bedzie bardzo niska. Wydaje mi sie ze dla nas, amatorow, bedzie to dobre rozwiazanie. A profesjonalisci, ktorzy sami stworzyli sobie taka sytuacje musza poniesc konsekwencje swojej postawy i w wiekszosci przypadkow obejsc sie smakiem. Lataja za celebrities z superzoomami ze stabilizacja masakrujaca rozdzielczosc foty, swieca generatorami flesha i kadruja 90% zdjecia ktore idzie na "papierze toaletowym" w tabloidzie. Tu jakosc nie jest potrzebna. Liczy sie tylko kasa. Taka mamy dzis fotografie. Ale to my sami jestesmy temu winni.

lesław pisze...

Ty o tym, co Cię boli (nie bez racji) a Paweł trochę o czymś innym.

Nikt nie narzeka, że D1s Mark III drogi, bo inwestując w niego, dostajesz narzędzie, którym możesz zarobić. Szybciej, wolniej, z problemami, o których piszesz, ale możesz. M9 natomiast jest bardzo fajnym gadżetem. Dobrym gadżetem i solidnym, ale wciąż gadżetem. Nie oferuje możliwości poważnych aparatów, którymi zarobkujesz, oferuje niesamowitą przyjemność z fotografowania dającą satysfakcję fotografowi-hobbyście. Natomiast kosztuje tyle, co poważne aparaty. Gdyby cena M9 była na poziomie nowego 5d, wierz mi, nikt by złego słowa nie powiedział.

piotr koszczynski pisze...

Leslaw, mysle ze z Pawlem dobrze sie zrozumielismy. O ile do Leici M8 mozna sie bylo przyczepic, bo sie zawieszla, nie miala FFa i miala pare innych problemow, o tyle M9 jest w pelni profesjinalnym aparatem dajacym obraz jakiego nie otrzymamy z zadnej innej cyfry na rynku. Oczywiscie, mozemy dyskutowac o wyzszosci jednego systemu nad drugim, o mozliwosci wykonywania lustrzankami mody czy w reklamy w ogole, lub samego kotleciarstwa, ktore nie oszukujmy sie, dzis jest najbardziej intranta fotogrfaia reporterska. Ja jednak zaznaczylem, ze pomijam takie porownanie, tak jak i pominalem porownanie aparatow cyfrowych do analogow. System M, aparaty lunetkowe, czy dalmierzowe, zostaly stworzone do szeroko pojetego reportazu. Reportazu stricte, esseju, dokumentu czy fotografii ulicznej. I w tym kontekscie porownuje te aparaty do siebie. M9 pomimo tego, ze moim zdaniem, daje duzo lepszy obraz od sztandarowych Canonow czy Nikonow, jest od nich bez porownania lzejsza i mniejsza o dobrych kilka razy. Pozwla na ciche i niezauwazalne fotografowanie a wiec pozyskiwanie zdjec jakich nie da sie zrobic monstrualie wielkim i halasliwym lustrem. W czasach swietnosci fotografii kolorowej, wszyscy sztandarowi fotografowie NG, tacy jak D.A. Harvey, o ktorym juz pisalem, S. Abbel, W.A. Allard, A. Webb fotografowali Leicami systemu M. Nikt z nich nie używał Nikona F5. Podobnie i dzis Leica M9 daje nam mozliwosci, których nie daje nam zadne z dostepnych na rynku luster. Canon D1sMk III z wkrecona 35/1,2, ktora przypomina rozmiarami spory zoom, jest wielkosci kamery telewizyjnej. I malo ze ten zestaw daje moim zdaniem duzo gorszy oobraz to nie pozwala nam na fotografie subtelna, nie wspominajac juz w ogole o fotorafii ulicznej. Dlatego napisalem, ze M9 jest hitem w fotografii o ktorej piszemy. Jest w podobnej cenie co topowe Nikony czy Canony a daje nam obraz lepszy i mozliwosci jakich dotad w swiecie aparatow cyfrowych nie mielismy. Dodatkowo przetestowalem ja specjalnie w komercji robiac event a nawet newsa, gdzie tez sprawdzila sie bez zarzutu.
Ja rowniez na kotleciarstwo zabieralem ze soba Cnaona D1MkIIN z 28/1,8 ,po cropie okolo 35mm, bo szkoda mi bylo meczyc mojej Leici M8, za ktorej jakosc obrazu nikt mi na evencie czy slubie nie zaplaci. Leica M8 zrobilem przez ponad rok pare materialow dla powaznych magazynow. Ale tutaj powstal inny problem, o ktorym wlasnie Pawlowi pisalem. Mianowicie w tym czasie magazyny zaprzestaly wysylania wlasnych fotografow na tematy, lub kupno materialow od freelanserow. Zamiast wysylac fotografa np. na Kube, kupuja do artykulu matreial z agencji, najczesciej oddzielne zdjecia roznych autorow i wychodzi im to nieporownywalnie taniej. Wspomnijmy czasy gdzie NG wysylalo fotografa na 4 miesiace ktory przywozil 1000 rolek slajdu. Kiedys material fotograficzny kosztowal wydawnictwo setki tysiecy dolarow i nie bylo presji czasu. Dzis zdjecia sa malo waznym dodatkiem to tekstu i najlepiej zeby byly za darmo. (cz1)

piotr koszczynski pisze...

(cz 2)
I tu zrodzilo sie zupelnie inne pytanie. Dla kogo wykonywac ambitne materialy jesli ich sprzedac nie mozna? Jesli wydawcy nie sa nimi w ogole zainteresowani? Ja swoja M8 sprzedalem natychmiast jak tylko zorientowalem sie, ze to ostatie momenty, zeby jeszcze odzyskac czesc pieniedzy za aprat, ktorym dalej juz nie uda mi sie zarabiac a ktory bardzo szybko jako cyfra starzeje sie mentalnie i za chwile bedzie wart grosze. A sam, jako radykal, zdecydowanie wole fotografowac analogiem na slajdzie. Dlatego szybko sobie wykalkulowalem, ze jesli i tak nie mam zadnej pewnosci czy realizowany material zostanie sprzedany, wole go wykonywac dobra, stara Leica MP, ktora focenie daje mi wiele frajdy niz meczyc sie cyfra, nie miec frajdy i zadnej pewnosci czy material gdziekolwiek zostanie wydrukowany. Co wiecej, kupilem nastepne body MP, tak na wszelki wypadek, gdyby Leica wpadla na pomysl zaprzestania produkcji analogow. Ale wkraczmy tu w zupelnie inny temat i zaczynamy porownywac fotografie cyfrowa do analogowej. Tego tematu nie chce poruszac, bo nie on byl przedmiotem przeprowadzanego testu M9. Napisze tylko ze ja osobiscie wole fotografie analogowa ze wzgledu na filozofie samego fotografowania.
Nie porownujac wiec fotografii analogoiwej do cyfrowej, pomijajac sfery fotografii typu reklama, czy kotleciarstwo i koncentrujac sie jedynie na szeroko pojetym reportazu, podtrzymam swoja konkluzje, ze Leica M9 nie ma sobie rownych w swiecie cyfry - czy to w jakosci obrazu, czy mozliwosci uchwycenia subtelnych chwil jakich nie da sie sfotografowac - 5 kilowym - MkIII z 35/1,4 wielkosci zooma i klapiacym lustrem o glosnosci serii z Kalasznikowa.
Ja osobiscie sformulowalbym pytanie inaczej. Komu dzis sprzedamy material, w ktory wlozylismy nasze serce, dusze, czas i ogrom pracy?
No wlasnie, z tym jest problem. Ambitne zdjecia mozemy wykonywac dzis jedynie dla siebie. A te, ja osobiscie wole wykonywac analogiem. Jesli jednak ktos chce wykonywac je aparatem cyfrowym, to M9 moim zdaniem nie ma sobie rownych.
Dokladnie tak samo jest z hobbysta o ktorym piszesz, bo zdjecia ambitne dzis tylko w tym kontekscie rozpatrywac mozemy – hobbystycznym, amatorskim. Wiec albo nas stac na M9, zeby amatorsko pstrykac, niezaleznie czy jestesmy zawodowcami czy nie, albo poczekamy az na rynek wejdzie Leica M1X, ktora bedzie dostepna na kazda kieszen i moze spelni nasze oczekiwania.

www.MojeFotografie.pl pisze...

Witaj Piotrze,
przeczytałem długie wypracowanie na temat M9 o której sporo myślę ostatnio... cieszę się, że trafiłem na twój blog nawiasem mówiąc...
Albo i nie, bo teraz chyba będę myślał o M9 nawet przed zaśnięciem a to może być cholernie irytujące :)
pozdrawiam, Jarek

Anonimowy pisze...

Gratuluję artykułu,
Przyjemnie uczucie, że nie jest się ostatnim "mamutem". Może choć jesze trochę pociągniemy :)
Wnioski co do polityki "fotoedytorskiej" - smutne, ale niestety prawdziwe; również większość klientów "indywidualnych" nie widzi różnicy pomiędzy zdjęciem z compacta, a z Hassela.

pozdrawiam
badteddybear

fotograf Bartłomiej Zegadło pisze...

Artykuł przeczytałem choć brakuje mi podglądu zdjęć w większej rozdzielczości:( i dalej nie mogę się zdecydować czy zainwestować w m9. Moje ulubione zdjęcie chłopaka z balonami pośród białych sukni ślubnych :D Świetne :D

piotr koszczynski pisze...

Ach, zdjec nie zamieszczalem w duzej rozdzielczosci, bo latwo je sciagnac z wielu miejsc w necie. Tu raczej „testuje” aparaty w kontekscie przydatnosci do fotografii ulicznej. M 9, moim zdaniem, jest zdecydowanie najlepszym body z wszystkich cyfrowych body Leici i z wszystkich innych body innych producentow. Pytanie, czy jest sens kupowac tak drogi aparat, ktory po 3-5 latach idzie do kosza? Zdecydowanie wolalbym kupic za ta cene Leice MP i 2 ciezarowki slajdow z oplaconym wolaniem w labie. Co „smieszne”, analogowa MP beda mogly focic nawet Twoje wnuki i wciaz aparat bedzie posiadal duza wartosc a M9 za 10 lat nie bedzie warta nawet 200 zl. Pozdrowy!